Indonesia-Globetrotter

poniedziałek, 14 lipca 2014

"Dwa światy", czyli jak bardzo Malezja róźni się od Indonezji



***

          Wizyta w Malezji nie do końca służyła celom turystycznym, chociaż nie da się zaprzeczyć, że z tych też skorzystałem. Wyjazd mógłbym nazwać służboym, bo leciałem tam w celu wyrobienia nowej wizy indonezyjskiej (tak, tak... aby dostać nową wizę należy wyjechać poza granice kraju).
      
Oto kilka egzemplarzy waluty malezyjskiej, która nazywa się Ringgit. Co ciekawe najniższy nominał banknotu, czyli 1 Ringgit, produkowany jest w wersji plastikowej, więc nic się niestanie, jeśli przypdkiem je wypierzemy.. ;)
I co ciekawe dla nas, Polaków ringgit jest niemalże równy polskiemu złotemu. Nasza waluta jest nieznacznie wyższa, więc łatwo jest przeliczać kasiorkę.

           Malezja jest jednym z najbardziej rozwiniętych krajów Azji. Porównując ją z Indonezją, to tak jakbyśmy porównali Niemcy z Polską w 1989 roku.

         Przy wizycie w Malezji pierwszy raz w życiu skorzystałem z możliwości jakie daje Couchsurfing. Dla niezorientowanych jest to serwis internetowy, który łączy podróżników i lokalnych, którzy są chętni przyjąć tych pierwszych w dom lub oprowadzić po okolicy. Tak więc to nie  tylko oszczędność pieniędzy, ale przede wszystkim możliwość poznania ludzi i społeczności lokalnych z perspektywy ich prawdziwego życia, a nie z okna hotelu. Ludzi, którzy tak samo jak Ci podróżujący również są ciekawi świata, chociaż nie zawsze mają możliwość podróżowania.

          Tak więc udało mi się znaleść Couchsurferów zarówno w Kuala Lumpur, stolicy kraju jak również na wyspie Penang, gdzie musiałem udać się w celu wyrobienia nowej wizy.

Już przy samym wjeździe do Kuala Lumpur można w oddali zaobserwować największą  atrakcję miasta, czyli Petronas Twin Towers

          Couchsurfer z Kuala Lumpur imieniem Oon okazał się bardzo pomocny. Odebrał mnie z dworca, zaprosił na obiad,  pożyczył malezyjską kartę SIM do końca pobytu (z doładowanym kontem^^) i zabrał na obiazdówkę po mieście....

Coraz bliżej do wież...

... a tak wyglądaja one zupełnie z bliska

          Priorytetem mojej wyprawy ciągle była jednak wizyta w Konsulacie Indonezyjskim w Penang, także po krótkiej objazdówce po KL (Kuala Lumpur) wybrałem się w 5 godzinną podróz autobusem na północ kraju. ( ale do KL jeszcze powrócę). Co przeważnie takie długie podróże mają do siebie? Sprzyjają nowym znajomościom ^^ Obok mnie usiadł gościu z Myanmar (lub Birma)- jednego z najbiedniejszych państw na świecie. Przyjechał on do Malezji w wieku 17 lat w poszukiwaniu pracy. Teraz ma 21 i od 4 lat nie widział się z rodziną.

Częsty widok po drodze
Firmy produkujące m.in. cement

         Po ok. 5,5 jazdy dotarłem do miasta George Town na wyspie Penang. Wyspa połączona jest z lądem dwoma mostami. Pierwszy, wybudowany w 1970r. mierzy 13,5 kilometra i nowy, dopiero co oddany do użytku, najdłuższy most w Azji Południowo Wschodniej, mierzący 24 km.



Poniżej Couchsurferzy z Penang - Azwin - Malezyjczyk i Lee - Chińczyk. Malezja jest krajem bardzo zróźnicowanym etnicznie. Oprócz rodowitych Malezyjczyków, kraj zamieszkują Chińczycy, Hindusi, Europejczycy, Australijczycy, Afrykanie i z pewnością wiele innych nacji wyznających główne religie świata: islam, buddyzm, hinduizm, chińska religia, katolicyzm, protestancyzm

Kupon zdrapkowy, który sie wypełnia zostawiając samochód na parkingu płatnym. Zdrapuje się dokładną godzinę zaparkowania i szacowany okres postoju

Wizyta w kantorze, a tam ściany oblepione obcymi walutami. Nawet stare polskie 100zł się znalazło ;)


Niektóre z banknotów wyglądają bardzo egzotycznie. Egzemplarz poniżej - Komory

Chiny (chociaż bardziej mi wygląda na Mongolię)

a nawet Arktyka! ^^
Jeden i pół dolara...

W mieśie funkcjonują China Town (chińska dzielnica) i Little India (Hinduska dzielnica) Poniżj kilka zdjęć z tej drugiej.
 Hinduski sklep z odzieżą tradycyjną.

Ołtarzyk hinduistycny...

...a przed nim roztłuczone i porozrzucane kokosy symbolizujące odpędzenie złych mocy czy coś w tym rodzaju

Budowla poniżej to już meczet


A tu Chińska Świątynia i dary składane w ofierze

Głowa kaczki na pierwszym planie

Miasto George Town na wyspie Penang słynie ze ściennych malowideł rozmieszczonych w różnych częściach miasta...

Prekursorem idei był pewien litewski malarz-artysta, który najbardziej zasłynął obrazem dzieci siedzących na rowerze przymocowanym do ściany...


Niby nic wielkiego a kolejka do zdjęcia długa

Pan poniżej, na oko około 80 lat, jest kierowcą tego oto wypasionego wózka. Najwidoczniej nie ma już siły, żeby tak jak inni kierowcy rykszy krzyczeć do potencjalnych klientów, bo zainstalował sobie... syrenę policyjną w tym celu. Wyraz jego twarzy (niczym: gdzie ja jestem i co tu w ogóle robię) przy akompaniamencie tego dzwięku sprawia, że uśmiech na twarzy turysty pojawia się mimowolnie i zapewne to przysparza mu wielu pasażerów...

Kolejne z malowideł - mysz ukrywająca się przed kotem

dzieciaki wyglądajace przez okno..

i wiele, wiele innych...

Wy też w to wierzycie?
Myślę, że w Polsce, czy tym bardziej w Indonezji by to nie przeszło ;)

Bruce Lee..


Ile jeszcze tych malowideł...

Skrzyżowanie ulic, gdzie przejścia dla pieszych również krzyżują się ze sobą

W George Town słynna jest też dzielnica dawnych Chińskich klanów, gdzie domy połączone pomostami wybudowane są na wodzie...

... podpierane na specjalnych palach otoczonych plastikowymi wiadrami wypełnionymi cementem co nie tylko wzmacnia konstrukcję ale też zapobiega pleśnieniu drewna.



Durian - od niedawna mój ulubiony owoc, który też zaliczany jest do miana najdziwniejszych owoców świata, przez jego charakterystyczny zapach, który odstrasza obcokrajowców.

Azwin, couchsurfer który mnie gościł w Penang pomieszkuje w takim oto apartamencie...

Jedna z wielu chińskich świątyń na wyspie
Statystycznie niemal co drugi mieszkaniec wyspy jest Chińczykiem

kolejka górska na Wzgórze Penang

To czwarta konstrukcja tego typu..

.. pierwsza z 1911 wyglądała tak..

... a tak to wyglądało przed 1911 rokiem...
... czyli jak możecie się domyslić, siadał sobie taki lord na tym krzesełku, a czterech kolejnych (niekoniecznie lordów) wnosiło go na szczyt.

Poniżej już świątynia hinduistyczna na szczycie wzgórza


i hinduistyczni bogowie






***

Wizę w Penang udało mi się dostać szybko i bezproblemowo, tak więc po dwóch dniach mogłem wrócić do Kuala Lumpur, gdzie ponownie ugościł mnie Oon - couchsurfer, który pomógł mi pierwszego dnia


Nieopodal Kuala Lumur znajduje się kompleks budynków rządowych, które w nocy robią niesamowite wrażenie...

Most podświetlany paletą barwnych lamp


Oon (buddysta) z kuzynem Yuni (muzułmanin)

Keep Smile!

No i w końcu to, co spodobało mi się najbardziej...

Petronas Twins Towers - chluba i duma Malezji. Wybudowane w 1998 roku, najwyższe bliźnicze wieże na świecie = 452 metry wysokości. Dla porównania World Trade Center mierzyły 417 metrów, ale jak powszechnie wiadomo - już nie istnieją.




A to park rekreacyjny tuż przy wieżach...





Flaga malezyjska

A poniżej Pan z Katmandu (Nepal), który wykazał się sporą wiedzą na temat Polski i jej nowożytnej historii

I tak się kończy moja malezyjska przygoda..

          Na koniec tylko dodam, że pierwsze doświadczenia z couchsurfingiem jak najbardziej pozytywne. Nie tylko unika sie dodatkowych kosztów związanych z zakwaterowaniem, transportem czy nawet wyżywieniem ale przede wszystkim można spotkać rozmaitych ludzi, tak samo jak my otwartych na świat, ciekawych naszej kultury, ale i chętnych aby przedstawić swoją. Niemożliwe byłoby zobaczyć i doświadzczyć tego wszystkiego co ja zobaczyłem i doświadczyłem w pojedynkę w tak krótkim czasie. Nie wiem jak samemu bym to wszystko ogarnął bez zagubienia się przynajmniej kilka razy ... 

***

czwartek, 26 czerwca 2014

Pulau Cingkuak



***
           Czasami wybieram się samotnie na zakupy do centrum handlowego. Zawsze wiem, czym to "grozi", ale podejmuję ryzyko. Ludzie patrzą szepczą i zagadują z każdej strony... zero prywatności. Kilka razy zostałem zaczepiony przez uczniów, którzy jako pracę domową mieli za zadanie "przepytać obcokrajowca", zrobić z nim zdjęcie i poprosić go o wypełnienie ankiety. Ów ankieta zawiera 3 pytania dotyczące poziomu j. angielskiego uczniów... Jak tu jednak być sprawiedliwym, kiedy wszystkie pytania czytane są z kartki a pytanie o zdjęcie to: "Mister I... foto you"... A co najśmieszniejsze w pięciostopnoiwej skali, zawsze pokazują mi, żeby zaznaczyć "5 Excellent"...
        Zmierzam jednak do ostatniej sytuacji, która miała miejsce w tymże centrum.. Mianowicie w oczekiwaniu na koleżankę, stojąc w jednym miejscu byłem wręcz narażony na zaczepki. Długo więc nie czekałem i podeszła do mnie jedna z pracownic pobliskiego sklepu. Po kilku podstawowych pytaniach zapytała czy może dotknąć mojego... nosa? Indonezyjczycy mają  kompleks na punkcie swoich płaskich nosów. Nie zdąrzyłem nic odpowiedzieć a ona już trzymała mnie za nos...


***


Cała ekipa w komplecie! To właśnie z nimi spedzam każdy dzień w pracy ;)
Ale też często razem podróżujemy..  bo takiego dobrego szefa  mamy^^

Na początek posiłek! To jest typowy "street food" (jedzenie uliczne). Indonezyjczycy nazywaja to Lima kaki - pięć nóg, bo człowiek (dwie nogi^^) prowadzi taki oto pojazd trzykołowy, co razem daje 5! Ale dlaczego nóg? To już tajmnica Indonezyjczyków ;)
Bubur Ayam - czyli owsianka ryżowa z kurczakiem i innymi dodatkami (oczywiście na ostro) to moje ulubione danie na śniadanie.

Tym razem odwiedzamy miejsce, które nazywa się Carocok, jednak to wyspa o nazwie Cingkuak zrobiła na mnie największe wrażenie.. Jak się na nią dostaliśmy? Najpierw takim oto pomostem na wyspę "pomiędzy"...

... a później łodzią do miejsca docelowego.




Błękitna woda, algi morskie i rafy koralowe otaczają wyspę zawsząd



Po środku wyspy znajduje porośniete lasem wzgórze, które służyło najpierw Portugalczykom, a po nich Holendrom jako forteca obronna

Nikt jednak nie zagłębiał się w głąb wyspy. Wszyscy wylegiwali się na plaży.. A szkoda, bo na szczycie wzgórza znajduje się wysoka na ponad 20 metrów wieża, z której rozpościera się bajeczna panorama...


Wstęp na wieżę jest zabroniony (chyba tylko dlatego, że jest stroma a wspina się po żelaznej drabinie), ale "przypdkiem" znaleźliśmy z Adim lukę w ogrodzeniu...  
no ale dla takiego widoku... 






Poniżej ogrodzenie fortecy...


... i grób, w którym spoczywają jej obrońcy.



Po wspinaczce dołączyliśmy do reszty ekipy

Jednego zostawiliśmy na straży (ale niefart)...

... i rzuciliśmy się w wir rozrywki ^^

"wytrzęsieni" po banana boat...

... wskoczyliśmy jeszcze na donata ... ;)

... a po takim wysiłku głodomory zjedzą wszystko co napotoczy im się na ręce.. dosłownie i w przenośni, bo sztućcy mało kto tu używa ;)

a to mój współlokator .. szuka żony o jasnej karnacji :D
 Chętne? ^^

Rybki a na sprzedaż..
 Jak byłem "małym hodowcą rybek" to też taką miałem.. nazywa się bojownik i trzeba ja trzymać w izolacji od pozostałych stworzeń ^^

A te poniżej to.. hmm.. nawet nie wiem jak się je nazywa, ale ludzie je śmiesznie malują i również sprzedają..

Przywieźć komuś jednego? ^^

***